Pobyt w Izraelu rozpoczynamy od wizyty nad Morzem Martwym na pograniczu Izraela i Jordanii. Jest to morze o niezwykle dużym zasoleniu w którym kąpiele uznawane są za lecznicze. Można nabyć tam jedyne w swoim rodzaju kosmetyki na bazie soli i minerałów pozyskanych bezpośrednio z Morza Martwego.



Mimo wczesnej pory - 4 rano - jest już sporo ludzi zażywających leczniczych kąpieli. Dowiadujemy się, że w sierpniu noc i wczesny poranek jest doskonałą porą na kąpiel, z racji tego, że w późniejszych godzinach temperatura wody osiąga około 40 stopni Celsjusza. Aby na własnej skórze przekonać się o leczniczych właściwościach należy wysmarować się błotem z algami, a potem wskoczyć do wody na 20 minut.


 



 


Po relaksującej kąpieli wyjeżdżamy w kierunku Jerozolimy. Miasta w którym zderzają się trzy religie. Zwiedzamy Górę Oliwną, Ścianę Płaczu i udajemy się do dzielnicy arabskiej Via Dolorosa. Ciekawe i imponujące zabytki.



Mnie jednak bardzo zaciekawiło Stare Miasto, które dzieli się na cztery dzielnice: muzułmańską, chrześcijańską, żydowską i ormiańską.



Pośród dużej ilości pamiątek i gadżetów dla turystów można spotkać - co dla mnie było najciekawsze - stragany z miejscowymi specjałami restauracji i kawiarenek: falafel, czulent, mussachan, baklawa czy tzw. cygara marokańskie co przypomina rollo z polskich kebabów.



Każda z nich była w zależności od dzielnicy w innym charakterystycznym klimacie Nie wszystkie potrawy które możemy tam spróbować są koszerne.



Kuchnia Izraelska jest bardzo bogata i są w niej elementy kuchni śródziemnomorskiej, arabskiej, tureckiej, dalekiego wschodu.



Dla ultraortodoksów koszerność jest kluczowa i ściśle przestrzegana podczas przygotowania dań jak i ich konsumpcji.



Przemierzając uliczki Starego Miasta możemy znaleźć dużą ilość soczystych owoców, bardzo słodkich ciast ciasteczek, suszonych owoców, pszennych placków-pita, czy też mięsa.



Nie spotkaliśmy natomiast żadnego stoiska z rybami, może ze względu na targ rybny, który znajduje się i innej części Jerozolimy. Oczywiście również tam pojawiły się puszki z colą.



Warto podczas podróży spróbować miejscowych tradycyjnych produktów odmiennych od naszych potraw, zostawiając za plecami sieciowe fast-foody.