Sharm el Sheikh



Kurort ten kojarzy się głównie z błogim lenistwem na pięknych plażach, nurkowaniem w przejrzystej wodzie pełnej kolorowych ryb i przepięknych raf koralowych.
Wszystkim odwiedzającym Sharm el Sheikh polecam odwiedzić Old Market. Znajduje się on w najstarszej dzielnicy Sharm al Maja, zamieszkałej głównie przez pracowników miasta. Właśnie tam mieszkańcy robią zakupy oraz spędzają wieczory przy hibiskusie i shishy.



 


Spacerując tam nie mogłem nadziwić się widząc ogrom różnorodnych przypraw. Takie same kupowane w naszych sklepach nie oddają tego aromatu, który można poczuć w Sharm al Sheikh. Szafran czerwony używany do mięs lub szafran żółty do ryb, warzyw i ryżu są niesamowicie aromatyczne. Zupełnie inaczej pachną i smakują cynamon, pieprz, kardamon.



 



 


Kolejne stoiska kuszą różnego rodzaju herbatami - od tradycyjnego hibiskusa poprzez mango, granat, ananas czy kilka rodzajów mięty. Tzw. mięta beduińska ma bardzo mocny aromat i smakuje rewelacyjnie, a trawy cytrynowej, którą można dostać na Old Markecie, wręcz nie da się porównać do tej sprzedawanej w Polsce.



 



 


Przechodząc dalej napotykam stragany pełne owoców między innymi doskonale nam znane banany. Po degustacji stwierdzam, że Europa delikatnie mówiąc dostaje produkt bananopodobny. Po spróbowaniu świeżej figi zakochałem się w tym smaku, który jest niedostępny w Polsce.



 



Guava natomiast była niesamowicie słodka i soczysta. Smak świeżych owoców dostępnych u nas różni się niesamowicie od tego jaki mają owoce dojrzewające w tamtym klimacie. Biały bakłażan czy okra to kolejne warzywa, które mnie zachwyciły.



 



 



 


Zachęcam więc, by przebywając poza granicami naszego kraju próbować tego, czego nie można dostać w Polsce w tak wyśmienitej jakości.
Koniec końców po powrocie do Polski stwierdzam, że wszystkie te rarytasy i tak nie mają porównania do naszych polskich truskawek, śliwek, rzodkiewki z ogrodu czy już wyczekiwanych kurek.


Łukasz Fulara