Szwecja i kiszony śledź



Podczas ostatniego wyjazdu obraliśmy kierunek - Szwecja.
Bardzo dobre połączenie oferuje Stena Line, która kursuje pomiędzy
Gdynią a Karklskoną (Korona Karola). Miasto leży na trzydziestu wyspach archipelagu Blekinge, a jego ścisłe centrum znajduje się na wyspie Trosso.



Karklskona to bardzo klimatyczne miasto z wieloma charakterystycznymi niedużymi domkami odznaczającymi się różnorodnością barw. Wcześniej ze względów ekonomicznych tylko nie liczna grupa mieszkańców mogła pozwolić sobie na szaleństwo kolorystyczne.




Jeśli chodzi o kulinarna stronę Szwecji w restauracjach popularne są „set menu” proponowane przez szefa kuchni. W większych restauracjach uczęszczanych przez turystów najczęściej pojawia się tzw. stół szwedzki nazywany w Polsce bufetem. Tam każdy za zryczałtowana kwotę może degustować wszystkie potrawy w nieograniczonych ilościach. Cena lunchu w takiej formie waha się od 80 do 120 SEK.
W Karklskonie odwiedziliśmy też Marinmuseum – Muzeum Marynarki Wojennej. Następnie udaliśmy się do restauracji na terenie muzeum w której lunch jest serwowany w formie stołu szwedzkiego.



Mnie najbardziej interesowały miejscowe specjały lokalnej kuchni. Oczywiście można było degustować wspaniałego łososia: marynowanego, wędzonego a także gotowanego. W menu znalazły się również śledzie podane w aromatycznych marynatach, krewetki zimnowodne i co bardzo mi smakowało raki, które były niesamowicie delikatne.



Do miejscowych specjałów który odważyłem się kiedyś spróbować - a słowo odważyłem jest zdecydowanie na miejscu - należy kiszony śledź. W okresie wiosennym nie jest jeszcze dostępny gdyż pojawia się w sprzedaży na początku sierpnia.
Przygotowanie kiszonego śledzia zaczyna się od nasolenia i odłożenia go na pewien okres czasu. Czas ten nazywa się uroczo gliwieniem co oznacza ze ryba psuje się i gnije. Następnie rybę zamyka się w puszkach i gdy puszka napęcznieje (z wiadomych względów) taki śledź jest gotowy do spożycia. Co najgorsze te puszkę trzeba otworzyć ja osobiście nie polecam otwierania w zamkniętych pomieszczeniach. Nawet otwieranie puszki pod wodą jest mało skuteczne. Zapach do którego nie jesteśmy absolutnie przyzwyczajeni jest dość intensywny. Pamiętam ze po spróbowaniu tego rarytasu długo czułem jego smak i zapach. Mi osobiście nie przypadł on do gustu. Lecz w Szwecji jest bardzo popularny i oczekuje się sierpnia, aby pojawił się na sklepowych półkach. Także jeśli ktoś ma ochotę na taki kulinarny eksperyment to polecam.